wtorek, 28 czerwca 2011

"Z modlitewnika: Lekcja pokory..."

modlitwa św. Tomasza z Akwinu
 Panie, Ty wiesz lepiej, aniżeli ja sam, że się starzeję i pewnego dnia będę stary.
Zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania,
że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.

Odbierz mi chęć prostowania każdemu jego ścieżek.
Uczyń mnie poważnym, lecz nie ponurym;
czynnym lecz nie narzucającym się.

Wyzwól mój umysł od nie kończącego się brnięcia w szczegóły
i daj mi skrzydeł, bym w lot przechodził do rzeczy.
Nie proszę o łaskę rozkoszowania się opowieściami o cudzych cierpieniach,
ale daj mi cierpliwość wysłuchania ich.

Nie śmiem Cię prosić o lepszą pamięć,
ale proszę Cię o większa pokorę i mniej niezachwianą pewność,
gdy moje wspomnienia wydają się sprzeczne z cudzymi.
Użycz mi chwalebnego poczucia, że czasami mogę się mylić.

Zachowaj mnie miłym dla ludzi,
choć z niektórymi z nich doprawdy trudno wytrzymać.
Nie muszę być świętym, ale zgryźliwi starcy;
to jeden ze szczytów osiągnięć szatana.

Daj mi zdolność dostrzegania dobrych rzeczy w nieoczekiwanych miejscach
i niespodziewanych zalet w ludziach;
daj mi Panie łaskę mówienia im o tym.



poniedziałek, 27 czerwca 2011

Litania bezdomnego

by pedrosimoes7
http://www.flickr.com/photos/pedrosimoes7/449314732/in/faves-37444014@N08/
 
 
Światło okienne, mrok pokonujące, zmiłuj się nade mną
Światło okienne, pokoju ostojo, zmiłuj się nade mną
Światło okienne, nadziejo potrzebujących, zmiłuj się nade mną
Światło okienne, snu obietnico, zmiłuj się nade mną
Światło okienne, posłanie bezpieczne, zmiłuj się nade mną
Światło okienne, oczekiwanie budzące, zmiłuj się nade mną
Światło okienne, herbato gorąca, zmiłuj się nade mną
Światło okienne, ręko miłość i pokój czyniąca, zmiłuj się nade mną

Z pustki ulic, wybaw mnie
Z obcości poczekalni dworcowych, wybaw mnie
Z chłodu klatek schodowych, wybaw mnie
Z mroku piwnic, wybaw mnie
Z mokrości jaskiń, wybaw mnie
Z trwogi komisariatów, wybaw mnie
Z piekła domów dla obłąkanych, wybaw mnie

Panie, Boże, jeśli chcesz dać mi szczęście wiekuiste
Proszę nie o trony i chwałę
Proszę o metr kwadratowy
Podłogi w Twej kuchni
O koc dziurawy i o coś pod głowę
Niech mi położą rękę na włosy
A potem sen, sen, sen...
Na wieki wieków.
Amen.

[Wojciech „Tarzan” Michalewski, „Litania bezdomnego”]

czwartek, 23 czerwca 2011

Finał wędrówki na św Krzyż

Pierwsze w polskiej historii wędrowne rekolekcje z osiołkami za nami. Wróciliśmy ze wspaniałym wyposażeniem wędrowców: mamy nowe serca, dusze przećwiczone w drodze i Bożą obietnicę domu. Nasze życiowe krzyże i prośby zanieśliśmy Chrystusowi na Święty Krzyż.
Każdy z nas wyobrażał sobie tę wyprawę inaczej, stosownie do dotychczasowych doświadczeń pielgrzymkowych. Nikt jednak nie był w stanie przewidzieć tego, co się wydarzyło. Nasza wyprawa miała na imię nieprzewidywalność. Szybko dostrzegliśmy, że nie można się tego bać, że to jedynie sposób Pana Boga na wzbudzenie w nas zgody na Jego prowadzenie. Wypatrywaliśmy więc Jego tropów, nasłuchiwaliśmy podpowiedzi i zawierzyliśmy mu każdy postawiony krok. Prowadził jak najlepszy Pasterz.


Z Warszawy do Janiszowa wyruszyliśmy w Niedzielę Zesłania Ducha Świętego. Wyjątkowo piękny dzień na rozpoczęcie wędrowania w poszukiwaniu życiowej mądrości, bo taki właśnie cel przyświeca wszystkim naszym wędrownym rekolekcjom z towarzyszeniem osłów. Pionierska wyprawa miała charakter szczególny: była wyprawą bezdomnych po dom. Trud drogi i napotykane przeciwności przemienialiśmy w modlitewną prośbę o stworzenie Kapucyńskiego Ośrodka Pomocy, który pomoże bezdomnym wrócić do samodzielnego życia.

Pod kierownictwem br. Piotra Wardawego nasza grupa, złożona z sześciu bezdomnych z Jadłodajni na Miodowej i wolontariusza z Fundacji Kapucyńskiej, dotarła do gospodarstwa Jarosława i Marii Sekułów w Janiszowie. To wspaniałe i ciepłe miejsce, w którym od razu poczuliśmy się jak w domu, bezpieczni i przyjęci. Jarek o hodowli osłów marzył od dzieciństwa. Wiedział, że są wyjątkowym łącznikiem świata biblijnego ze współczesnością, że dzięki wędrowaniu z osłem człowiek może się poczuć bohaterem biblijnym i bardziej zrozumieć, co znaczy dać się prowadzić woli Ojca. Sztuki hodowli osłów nauczył się przed laty w Egipcie, potem w Irlandii. Przywiózł stamtąd do Janiszowa swoje dwie pierwsze oślice: Fionę i Dużą Mysz. Od kilku lat w Janiszowie przygotowuje osły do pieszych wędrówek. To jedyne wędrowne osły w Polsce. Mówią o nim „zaklinacz osłów spod Sandomierza”, bo potrafi ułożyć nawet najtrudniejsze zwierzęta. Chciałby, by jego osły służyły Kościołowi, żeby stały się narzędziem w rękach Boga.

Nazajutrz w dwuosobowych zespołach, przydzielonych po jednym do każdej z trzech oślic, ruszyliśmy na Święty Krzyż. Trzy zupełnie różne ośle charaktery, wymagały indywidualnego prowadzenia i znalezienia właściwych sposobów na odpowiednie ich opanowanie. Dla zwiększenia trudności każdego dnia jeden zespół prowadził innego osła. Nie było łatwo. Bezdomni na co dzień są samotnikami.
Podczas wędrówki musieli współpracować w parach, prowadzić zgodnie osła, panować nad nim i otaczać go troską. Maszerowanie ze zwierzęciem po górach, polach, błotach i ruchliwych ulicach proste nie jest. Potrzeba przy tym zgrania, opanowania i zdecydowania. Wszyscy spisali się doskonale. Przywiązanie do osłów widoczne było już po pierwszym dniu wędrówki. Troszczyli się o nie tak w drodze, jak i na postojach, dbali by nie odniosły kontuzji, nie cierpiały nadmiernie z powodu atakujących je zewsząd końskich much i dostosowywali tempo marszu do możliwości każdego ze zwierząt.
Wspaniale przyjmowali nas ludzie. Już na początku drogi siostry Jadwiżanki z Zawichostu ugościły nas uroczystym śniadaniem. Pod swój dach przyjęli nas proboszczowie z Gierczyc, Biskupic i ksiądz ze Skoszyna, prowadzący tam schronisko św. Brata Alberta. Zadbano o nas także w Opatowie, gdzie zatrzymaliśmy się na godzinny odpoczynek. Witano nas radośnie na ulicach, a dzieci przybiegały zewsząd, by zobaczyć osiołki z bliska.

Każdemu przejściu przez wieś czy miasto towarzyszyła serdeczność i otwartość ludzi. Nabieraliśmy dzięki nim pewności, że idziemy właściwą drogą, prowadzeni przez Dobrego Pasterza. Niesłychanie wzruszająca była też postawa bezdomnych względem dzieci, które pojawiały się na niemal każdym postoju. Wszystkie chciały pogłaskać osiołka i wdrapać się na jego grzbiet. Mimo zmęczenia, panowie zajmowali się dziećmi, choć mogliby ten czas przeznaczyć na zasłużony odpoczynek.

Trudności napotykane podczas wędrówki, nieprzewidywalność zdarzeń i fizyczne zmęczenie stwarzały też pole do nieporozumień i konfliktów. Przebywanie ze sobą przez 24 godziny na dobę w tak ciężkich warunkach nie sprzyja udawaniu. W wyczerpaniu wychodzi z nas zwykle cała prawda, do której czasem trudno dotrzeć w kamuflażu codzienności. Każde z tych doświadczeń przekuwaliśmy w wartość. Codzienne rozmowy o przyczynach konfliktów, o błędach, które popełniamy i przeoczeniach, na które nie zwracamy uwagi, stały się doskonałym podłożem do lepszego zrozumienia drugiego człowieka. Każdego dnia znajdowaliśmy czas na wspólne dzielenie się drogą – jej siłą i słabością. To wyjątkowy sposób na scementowanie relacji i pogłębienie własnego patrzenia na innych.

W połowie drogi dołączyły do nas trzy siostry Kapucynki NSJ: mistrzyni nowicjatu s. Anna i dwie postulantki, Dorota i Monika. Przyłączyły się po jednej do każdego z trzech męskich zespołów, rozluźniając napięcia kobiecą wrażliwością i spokojem. Mimo, że nie wędrowały z nami od początku, błyskawicznie nawiązaliśmy relacje. Obecność sióstr to bez wątpienia kolejne potwierdzenie Bożego prowadzenia.

Przybycie na Święty Krzyż było dla nas prawdziwym świętem. Radość, wzruszenie i łzy wypełniały nasze serca przemienione drogą. Nasze małe, życiowe krzyże oparliśmy o Chrystusowy Święty Krzyż. Wiemy, że sam nas tam doprowadził, po to by w tym szczególnym miejscu przypomnieć kilka zawieruszonych prawd: warto walczyć ze słabością i przeciwnościami; warto się trudzić w drodze, by osiągnąć cel; najlepszą rzeczą, jaką możemy zrobić w nieprzewidywalności życia jest poddanie się Bożemu prowadzeniu. Tylko tak mamy szansę dotrzeć do Domu Ojca.

Wyprawa po dom przyniosła nam coś jeszcze. Świat bezdomnych bywa trudny i bezwzględny. Nie ma w nim zbyt wiele miejsca na autorytety i zaufanie. Bezdomni muszą się wykazywać ostrożnością w zawieraniu nowych znajomości. Jarka obserwowali uważnie i z godziny na godzinę nabierali do niego coraz większego szacunku i zaufania. Widzieli jak kocha swoje zwierzęta, dostrzegli też jak wielkie zaufanie mają do niego jego osły. W wielu sytuacjach tylko on potrafił namówić je do pokonania stromego, górzystego zejścia czy bagnistego wąwozu. Patrzyli na niego z podziwem, widząc że jest wzorem do naśladowania. Że choć jego życie nie było proste, a cała rzeczywistość sprzysięgała się przeciwko realizacji jego marzeń, trwał w dobrych postanowieniach i Bożej wierności, nie zagłuszając głosu własnego serca. Poznali człowieka z pasją, który nie lęka się trudu drogi i przeciwności życiowych wiatrów. Poznali człowieka, który poruszył najgłębsze pragnienia ich serc – powrotu do życia i odnalezienia własnej, dawno zagubionej pasji.

Marzena Nykiel

wtorek, 21 czerwca 2011

Warszawa Miasto Aniołów!

P jak...

Spotkanie pod znakiem literki „p".

Trochę „p" jak pokusa i „p" jak przeszłość. Pokusa pójścia za tłumem, za innymi. Pokusa zaspokojenia ciekawości, przeżycia przygody (co z tego, że na granicy prawa). Pokusa chodzenia na skróty, bo tak łatwiej, szybciej, wygodniej - a to tylko pozory, złudzenia. Pokusa niemówienia całej prawdy, ale czy istnieje pół prawdy? Czy nie cała prawda to jeszcze prawda, a nie już kłamstwo? Pokusa mówienia pół słówkami. Pokusa manipulowania drugim człowiekiem. Pokusa dawania gotowych rozwiązań, 'wiedzenia' lepiej co dla kogoś jest dobre. Pokusa kontrolowania sytuacji, która i tak wymyka się nam przez palce... I w końcu pokusa naprawiania świata.

Sporo tych „p" po obu stronach okrągłego stołu. W końcu „p" też jak podobieństwo ;)

Ale i „p" jak potencjał w postaci wiary, marzeń i nadziei, że te spotkania pomogą nam z nich wychodzić. Nadzieja, że ta po drodze zdobywana wiedza i przeróżne doświadczenia, nawet jeśli bardzo dotkliwe, posłużą ku dobru. O ile nie wypali „p" jak plan ucieczki...

„P" to także Prawda. Ta dobrze robi na głowę. Przewraca nasze pozy. Przywraca do rzeczywistości. A jak się już w niej odnajdziemy, łatwiej będzie zająć się pracą, a właściwie jej poszukiwaniem i wyjść na przeciw pozostałym potrzebom. Bo jedno jest pewne: skoro jest problem, to są i narzędzia, trzeba tylko ich poszukać, a jak wiadomo „w kupie raźniej", nie gramy w pojedynkę, jesteśmy wspólnotą, a to wielka wartość.


Są też pewne reguły, wśród nich „p" jak przysięga. Czy uda nam się dotrzymać słowa, nie ulec pokusom, gdy pojawią się przeciwności?

p.s. Next level: „p" jak przebaczenie (...).

Golgota młodych - poszukujemy chętnych do pomocy przy realizacji tego przedsięwzięcia!




Jeżeli znasz kogoś kto jest w stanie wspomóc braci kapucynów w przygotowaniu Golgoty Młodych: to daj znać, a my podejmiemy dalsze pertraktacje :-)

Kontakt:
br. Adam Zwierz OFMCap
Kierownik Projektu GM2011
kierownikprojektu@golgotamlodych.pl
tel. 513 098 088

www.golgotamlodych.pl

piątek, 17 czerwca 2011

WARSZAWA: Miasto Aniołów, Stacja 1 – Łk 19, 10

Aller Anfang ist schwer...? (Każdy początek jest trudny...?)

Nie jest łatwo słuchać. Nie jest łatwo mówić - przynajmniej o niektórych sprawach. Łatwiej żonglować opowieściami (monotematyczność zdecydowanie nam nie grozi! :)), a prawdę przykryć pozorami. Czas jest nieubłagany, a godzina zdaje się być kroplą w morzu potrzeb. Każdy czasem potrzebuje się wygadać, wyrzucić coś z siebie, ale... nawet jeśli „długo trzeba śnić w nadziei że treść się dopełni‟, warto wytrwać! Póki co, oswajamy się i uczymy stawiać granice. I nie uciekać od konkretów. Tu i teraz to nasze miejsce, właściwe i najlepsze („Co czeka nas w przyszłości? Zależy to od wyborów, które czynimy dzisiaj‟) dla decyzji, które przybliżą nas do celu. Pytanie, czego jeszcze, wobec takich zasobów (jestem pod wrażeniem!), potrzeba, by uczynić ten najtrudniejszy pierwszy krok... 


Mamy nadzieję, że dowiemy się „w następnym odcinku‟ ;)

K.W.

czwartek, 16 czerwca 2011

Wigilia Zesłania Ducha Świętego

W dniu 11 czerwca 2011 r. w Klasztorze Braci Mniejszych Kapucynów przy ul. Miodowej, odbyło się czuwanie modlitewne przed Wigilią Zesłania Ducha Świętego

ZGROMADZĘ WAS ZE WSZYSTKICH KRAJÓW
ZAWOŁAM WAS ZE WSZYSTKICH LUDÓW

Jak zrobił, tak uczynił. Pierwsi w Jadłodajni zjawili się wolontariusze, by przygotować agape i punktualnie o 17tej powitać naszych bezdomnych braci i siostry, którzy przyszli, by wspólnie świętować. Był czas na posiłek i rozmowy, dzielenie się wydarzeniami ostatnich dni, sukcesami i potknięciami.


Po małej agapie, rozpoczęliśmy modlitwę. Skierowaliśmy się do źródła – Ewangelii. Wspólne rozważanie słów Pisma pozwalało nam lepiej rozumieć, co Pan chce nam dzisiaj powiedzieć. Pomagały nam w tym pytania zadawane przez brata Piotra.

To czuwanie było wyjątkowe. Towarzyszył nam gitarzysta, Piotrek.

Dzięki jego ożywczej grze, wielkiej otwartości oraz radości i nam łatwiej było otworzyć się na działanie Ducha Świętego i rozradować się także w modlitwie śpiewem.

A po mini konferencji i pięknym świadectwie prezesa fundacji, Pana Marka Seretnego, okazało się, że chwalić Pana można nawet tańcem, co niektórym naszym braciom przyszło z wielką i nieskrywaną radością i łatwością zarazem - co widać na zdjęciach :)


JA POKROPIĘ WAS CZYSTĄ WODĄ
OBMYJĘ WAS ZE WSZYSTKICH BRUDÓW

W trosce o dobre przeżycie uroczystości Zesłania Ducha Świętego, była także okazja do przystąpienia do sakramentu pokuty i pojednania. I cieszył serce widok tych, którzy wracali – gdy wypełniły się słowa:
DAM WAM SERCE NOWE, MOJEGO DUCHA DAM, WEZMĘ SERCE KAMIENNE


Z nowym, czystym sercem mogliśmy wyznać Panu naszą wiarę, składając symboliczną świeczkę pod Jego Krzyżem. Komu zgasła świeczka w trakcie tej krótkiej drogi? Oby tylko płomień wiary nigdy nie wygasł w naszych sercach... Ku umocnieniu przyjęliśmy także indywidualne błogosławieństwo.


Druga część odbywała się już w kościele. Tam dołączyły do nas Siostry Misjonarki Miłości i wspólnie adorowaliśmy Najświętszy Sakrament i uczestniczyliśmy w odprawianej przez brata Piotra Mszy Świętej z modlitwą o wylanie Ducha Świętego.


Uświęceni Jego mocą, opuściliśmy mury kościoła pokrzepieni łaską i pełnią wiary, że nigdy nie jesteśmy sami – zawsze jest z nami Duch Święty.

tekst: K.W.
foto: kiedyś bezdomny Mirek


Modlitwa do Ducha Świętego
Przyjdź Duchu Święty
zintegruj wszystkie elementy mego istnienia,
pomóż mi, bym kochał siebie samego
i doceniał moją godność ludzką i chrześcijańską.
Przyjdź Duchu Święty
zniszcz mój egoizm ogniem Twego światła.
Przyjdź Duchu Święty
i spraw bym umarł dla człowieka starego który mnie pociąga do grzechu.
Przyjdź Duchu Święty
i odnów mnie, abym był nowym stworzeniem.
Przyjdź Duchu Święty
i rozpal we mnie ogień Twojej miłości,
abym kochał wszystkich ludzi.
Przyjdź Duchu Święty
uczyń mnie pokornym, bym wszelką chwałę oddawał Bogu.
Przyjdź Duchu Święty
doprowadź mnie do całej prawdy,
odrzucając wszelki fałsz i podstęp.
Przyjdź Duchu Święty
oświeć mnie, aby odkryć kłamstwo
szczególnie kiedy szatan
przebiera się za anioła światłości
Przyjdź Duchu Święty
otwieram się całkowicie na twoje natchnienia i poruszenia
Uczyń ze mną, co zechcesz,
poddaję moje plany Twoim,
chcę tylko, by moje życie było takie, jakim Ty chcesz je widzieć.
Przyjdź Duchu Święty
i daj mi miłość i zrozumienie Słowa Bożego
Otwórz moje uszy, abym go słuchał
i siłę woli, abym za nim szedł i był mu posłuszny.
Przyjdź Duchu Chrystusa zmartwychwstałego
i spraw, bym tworzył Ciało Chrystusa.
Przyjdź Duchu Chrystusa uwielbionego
i stwórz w nas jedność:
zniszcz bariery nienawiści i podziału,
które zbudowaliśmy przez nasz egoizm.
Przyjdź Duchu komunii Ojca i Syna
i zgromadź Lud Boży
w jedno serce, jedną duszę, jedną wiarę
w jednym Ojcu.
Przyjdź Duchu zdrowia
i uzdrów nasze zranione relacje.
Przyjdź Duchu prawdy
spraw, byśmy zawsze układali nasze relacje
w prawdzie, sprawiedliwości i pokoju.
Przyjdź Duchu jedności
i zgromadź wszystkie odłamy chrześcijańskie
w jedną trzodę, pod jednym Pasterzem.
Przyjdź Duchu Stworzycielu
i odnów oblicze ziemi:
uczyń niebo nowe i ziemię nową,
bo tego oczekujemy i potrzebujemy.
Przyjdź Duchu Odnowicielu
i zaprowadź sprawiedliwość na tym świecie.
Przyjdź Duchu nadziei
spraw byśmy wierzyli, że dobro zawsze zwycięży zło,
abyśmy rozsiewali ziarna dobra.
Przyjdź Boża Mocy,
abyśmy byli świadkami, że życie Ewangelią jest możliwe
w strukturach ekonomicznych , politycznych i społecznych.
Przyjdź Duchu, który wiejesz, kędy chcesz,
i daj nam wyobraźnię, potrzebną do scementowania
cywilizacji miłości
i stworzenia sprawiedliwych struktur,
które byłyby znakiem królestwa ostatecznego, przez nas oczekiwanego.
Uzdrów mnie w taki sposób
abym całą wieczność
chwalił Cię i błogosławił
z radością całkowitego zdrowia
w pełni życia wiecznego.