czwartek, 20 marca 2014

Pielgrzymowanie z Chrystusem

Świadectwo żywej wiary oraz odwagi w kroczeniu za Bogiem przekazał bezdomnym Karol Pawłowski - gość środowego "Bezdomnych spotkania z kulturą" (12 bm).
Modlitwą "Pod Twoją obronę" rozpoczął bogatą w zdjęcia relację z pielgrzymki jaką odbył wraz z siostrą w 2013 r. z Warszawy, przez Santiago de Compostela, do Fatimy.


- Miałem firmę budowlaną, samochód - sprzedałem wszystko, spłaciłem kredyty, za resztę kupiłem pół-namiot, śpiwór, buty i kurtkę. Z pozostałymi 300 zł wyszedłem w drogę - rozpoczął swą opowieść pielgrzym.
Przejście 4000 km, przez 5 krajów, w 142 dni - to wyczyn, po ludzku patrząc, godny wielkiego podziwu i zainteresowania.
I z taką też reakcją nasz gość spotkał się ze strony uczestników spotkania, którzy historiami o trudzie wędrówki w skrajnych warunkach, o spotkaniach z przyjaźnie nastawionymi ludźmi, o mniejszych i większych "cudach", zostali przez niego zmotywowani do trwania przy Chrystusie oraz pielgrzymowania.
 
- Tak patrzę i słucham tego młodego faceta i stwierdzam, że do tej pory byłem strasznym leniem, wydawało mi się, że skoro mam niewiele, to mogę niewiele. Ten gość pokazał mi, że tak nie jest, i że warto działać i się nie poddawać! - opowiedział chwilę po spotkaniu bezdomny Wojtek.
- Już się nie mogę doczekać naszej pielgrzymki do Częstochowy! - zapalił się Mirek.
Dla samego Karola atmosfera miejsca, pomogła mu otworzyć się na słuchaczy. - Dałem czadu, chciałem opowiedzieć o wszystkim, co mnie spotkało, szczególnie o tym jak Bóg nas prowadził przez cały czas.

Wydarzenie z pewnością zapisało się w naszej pamięci na długo i liczymy na częstszą obecność Karola w fundacyjnej działalności.
NC



poniedziałek, 17 marca 2014

Bądź otwarty

Kolportaż mydełek NADZIEJA w Duszpasterstwie Środowisk Twórczych przy placu Teatralnym (16.03.2014), zimno, przenikliwe zimno które dotkliwie nam dokuczało. Nie opuścił nas jednak uśmiech i dobry humor. Bo jakby mogłoby być inaczej widząc zaintrygowane twarze wychodzących ze Mszy Świętej ludzi? I ta starsza Pani, zgarbiona, pochylona, która wrzucając dużą ofiarę do puszki zapytała: „to kiedy będzie KOP?” I ta młoda dziewczyna, która z trudem o kulach podeszła do naszego stoiska. Jej uśmiech był jak wyczekiwane tego dnia promienie słońca. I ta wspólna kawa, ciasto po Mszy Świętej. I niekończące się rozmowy. I pytanie młodej kobiety: „może pożyczyć Pani moją czapkę?” To przeraźliwe zimno na dworze przestało mieć już jakiekolwiek znaczenie, bo temperaturę podnosiła otaczająca nas życzliwość i uśmiech.



I niespodzianka na koniec, tomik poezji podarowany Fundacji przez autorkę Panią Stefanię Maciąga. Wracając z kolportażu zastanawiałam się nad tym, jak oddać słowami te wyjątkowe godziny. Sięgnęłam do książki, nie spodziewałam się, że tam czeka na mnie gotowa odpowiedź:

„Bądź otwarty”

bądź otwarty

na niewidomego

niepełnosprawnego

na krzywdę ludzką

bądź otwarty sercem

sercem gorącym

na potrzebującego ciebie

twojego uśmiechu słowa

szczerze wyciągniętej ręki

bądź gorący na dotyk dłoni

uśmiech smutek łzy

bo ty możesz móc

otworzyć słoneczną przestrzeń

potrzebującym

staraj się ich zobaczyć



Dziękuję Asi, Andrzejowi, Maćkowi i Markowi.

MM

wtorek, 21 stycznia 2014

Jaka jest bezdomność?

No właśnie jaka? Sądziłam, że wiem o niej już wszystko. Bo przecież na ulicy, przez tą chwilę, zatrzymując się przy niej, mijając ją, miałam tyle okazji przyjrzeć się jej z bliska. Tak mi się tylko wydawało. Bo to że jest ciężka, trudna, bolesna, samotna to już wiedziałam. Bo to, że jej w życiu nie wyszło, że może jej słabość, wrażliwość przygniotła ją tak do ziemi, że już wstać sama nie umiała. Jaka jest bezdomność, najlepiej się przekonać samemu. Więc zostaw w domu portfel, karty kredytowe, telefon komórkowy, wyjmij z kieszeni wszystkie drobniaki i wyjdź z domu. Tak jak stoisz! Wyjdź bez porannej aromatycznej kawy, bez obfitego, ciepłego śniadania, bez kanapek w torbie, wyjdź i spędź chociażby jeden dzień zdany na łaskę lub niełaskę otaczających cię ludzi. A to tylko namiastka bezdomności. Jej mały zaledwie skrawek. Spróbuj być jeden dzień bezdomnym! Ale my mamy dokąd wracać, mamy rodzinę, pracę, która nadaje sens naszemu życiu. Bo jesteśmy niezależni i nieźle sobie w życiu radzimy. Tylko, że bezdomność też kiedyś tymi drogami kroczyła. Może nawet lepszymi, zacniejszymi i bogatszymi. Więc jeśli się z tą bezdomnością zetkniesz, nie odwracaj głowy, nie mów, że sama jest sobie winna. Pozwól się tej bezdomności poczuć wyjątkowo. Wyciągnij do niej dłoń i chwyć ją mocno. Jeśli prosi cię o bułkę, zabierz do jadłodajni na ciepły posiłek, taki jaki sam byś sobie zamówił. Jeśli prosi cię o jałmużnę bądź hojny.
Jan M Fijor, w swojej książce „Jak zostałem milionerem” opisuje, jaki system wartości wpoił mu dziadek, który mawiał: „Jałmużnę trzeba dawać, bo sami możemy jej kiedyś potrzebować – powtarzał – jeśli wszyscy choć raz dziennie będą dawać, to nikt nie będzie cierpiał biedy”. Nie wystarczyła jednak sama jałmużna, ważne też było czy była dawana z należytą pokorą. Pokora oznaczała obowiązek niskiego pokłonienia się obdarowanemu biedakowi.
Więc jaka jest ta bezdomność? Jest jak tęcza, różnobarwna. Może być czerwona z miłości do ludzi, ale może być też czarna od nieufności, zawodu, rozgoryczenia, od braku sił by dalej przez życie jakoś kroczyć. Może być przyjacielska, bo trudy łatwiej znosi się razem, ale może też być i samotna. Jakakolwiek ona nie jest, jest głosem naszego sumienia i testem z naszego człowieczeństwa. Na jaką ocenę go zdamy zależy tylko od nas samych.

MM


poniedziałek, 20 stycznia 2014

Widzisz bracie

Widzisz bracie
źle jest gdy frajer sprzeda ci bajer wciśnie kit
kiedy żona płynie w miasto nie jest git
ale najgorzej, najgorzej uwierz bracie
gdy sprzeda przyjaciel

Widzisz bracie
źle jest gdy trafisz na afisz i z afisza na bruk spadniesz
nie jest dobrze kiedy w pralni dogoni cię klawisz
ale najgorzej, uwierz Kudłaty
gdy na parapet kraty sfrunie gołąb skrzydlaty

Widzisz bracie
źle jest gdy wpadniesz w korkociąg
nie jest dobrze gdy wiozą na mary
ale najgorzej, uwierz mi stary, najgorzej jest
gdy w trumnie gryzą komary

/na motywach piosenki „Ale najgorzej” J.P./

piątek, 9 sierpnia 2013

Inny świat

Fizycznie wyczerpani, wsparci duchowo i wytrwali psychicznie. Takie wieści przywozimy od naszych bezdomnych pielgrzymów. Mimo trudności napotkanych w drodze, ekipie fundacji udało się późnym wieczorem (8 bm.) ich odwiedzić. Dostarczyć jedzenie, dodatkowe buty, wodę... i po prostu razem pobyć.






Choć późno, przy niebieskich namiotach słychać rozbudzone głosy - „Jesteśmy jak wspólnota!”, „Pomagamy innym, a oni nam”. Na szlaku nie brakuje okazji do dobrych uczynków. Bezdomni ich nie marnują. Wspierają tych, którzy w upale nie dają już rady. Podobno znają też wszystkie teksty piosenek i zachęcają innych do wspólnego śpiewu. Ale pielgrzymka to nie tylko radosne wędrowanie, ale przede wszystkim trud. Na jednym z odcinków, Zbyszek - opiekun naszych pątników, powiedział żonie tylko, że jutro zadzwoni. Na więcej słów nie miał siły. Prawie czterdziestostopniowy upał daje się we znaki. Zepsute buty, bąble i odciski, to jedynie dodatek przy nieustannym żarze z nieba.


Siedzenie w słońcu sprawia człowiekowi trudność, a oni maszerują od świtu do nocy… kolejny już dzień. Jacek przy takiej pogodzie i wysiłku nie może nic jeść od kilku dni. A bardzo chce iść dalej, w najbliższym czasie ma odwiedzić punkt medyczny. Mirek radzi sobie na swój sposób. W środku nocy wstaje, na trzydziestominutowy bieg, by rozprostować nogi. „I tak bolą i tak. Trzeba nimi trochę poruszać”- mówi.



Wśród pożegnań, pada pytanie jednego z bezdomnych „Czy to chociaż połowa?”. Ale tu kilometry nie mają decydującego znaczenia. To czego już zdążyli doświadczyć, jest przebytą drogą. Każde z wyrzeczeń, uśmiech do siostry czy brata, zwątpienia… Jak sami mówią „To jest zupełnie inny świat”, niezależny tylko od położenia na mapie.

Karolina Kędzia