poniedziałek, 7 stycznia 2013

Zaproszenie na wystawę fotografii


Bądźmy ostrożni z ocenianiem człowieka


Rozmowa z Dorotą Piasecką, aktorką, gościem cyklu „Bezdomnych spotkania z kulturą”.



To było Pani drugie spotkanie z bezdomnymi. Czym ono różniło się od poprzedniego?
– Nie wiem, czy można mówić o różnicy. W każdym spotkaniu staram się, żeby ludzie, którzy na nie przychodzą, czuli się swobodnie. Przez bezpośredni kontakt bezdomni otwierają się, śpiewają. Każde spotkanie dla mnie to poznawanie człowieka. Ostatnio bezdomni brali udział w ćwiczeniach teatralnych, tym razem – było to spotkanie bożonarodzeniowe, a przecież to święta bardzo rodzinne. Szczęśliwe dla ludzi, którzy mają obok siebie swoich bliskich i własny kąt. Smutne dla ludzi osamotnionych, bezradnych, nie widzących żadnych szans na poprawę swojego losu. Ale wszyscy razem chętnie śpiewaliśmy kolędy, nie kryjąc wzruszenia.

Co Panią najbardziej uderza wśród bezdomnych?
– Na pewno ich cierpienie, bezradność, częsta depresja… Dla mnie przerażające jest to, że śpią na dworcach, w kanałach, często szukają schronienia w piwnicach czy w zimnych domkach na działkach. Niektórzy ludzie ich wyrzucają, nie zastanawiając się, że taki kąt ratuje im życie. Przerażają mnie informacje w mediach, że dla wszystkich bezdomnych jest miejsce, nawet na… podłodze. Niestety czasem nawet podłogi w takich schroniskach brakuje. Dlatego apeluję do ludzi – zanim wyrzucicie człowieka na mróz z ciepłej klatki schodowej, zastanówcie się, czy rano jeszcze będzie żył.  Najgorsze jest to, że niektórzy już pogodzili się z losem i przestali walczyć o poprawę swojego bytu. Pamiętajcie Państwo, siedząc w swoich ciepłych domach, że ci ludzie potrzebują pomocy i że są osobami czującymi tak, jak my.

Co Pani wyciągnęła dla siebie z tego spotkania?
– Przychodzi mi taka refleksja – bądźmy ostrożni z ocenianiem drugiego człowieka, bo każdy z nas może znaleźć się w podobnej sytuacji. Czasem załamanie nerwowe, śmierć bliskich, choroba alkoholowa prowadzi do katastrofy. Ale trzeba tu wspomnieć o ludziach bezdomnych, którzy dzielnie walczą, pracują, przestali pic i dla nich zaczyna świecić słońce, którego dotąd nie widzieli. Takie spotkanie dla nich to rodzaj terapii, a dla mnie ma ogromną wartość, że drugi, zraniony człowiek potrafi się otworzyć i opowiedzieć o swoim losie, czasem marzeniu oraz nie wstydzić się łez. Aktor może świetnie zagrać osobę bezdomną, ale rzeczywistość jest znacznie ciemniejsza i bezwzględna.

To było też niezwykłe spotkanie z tego względu, że Pani jest doświadczoną aktorką, a występowała Pani ze studentami. Co było najlepsze w tym występie?
– Ich gotowość i profesjonalizm. Każda kolęda była dopracowana  i przygotowana przez tercet skrzypcowy: Damiana Henke, Teresę Łukomską i Natalię Żebrowską. Uderzyło mnie, że studenci byli bardzo elastyczni, gotowi do współpracy bez wcześniejszych prób. Wspaniale dostosowali tonacje do naszych niskich głosów, bo ja jestem altem, a moja koleżanka – poetka, Elżbieta Stankiewicz, która dzielnie tworzyła ze mną program – kontraltem. Bardzo dziękuję tej wspaniałej młodzieży za stworzenie klimatu tego wieczoru i Elżbiecie za napisanie pięknych świątecznych kolęd i pastorałek.

W święta najpiękniejsze jest…
Przede wszystkim spotkanie. Spotkanie z przyjaciółmi i z moją mama. Myślimy o osobach, które odeszły i które spotykamy. Zazwyczaj jeżdżę na Śląsk, do rodziny i przyjaciół, których znam od dziecka. Moja mama uwielbia gotować. To są bardzo tradycyjne święta. Śpiewamy kolędy… Zawsze jest u nas talerz dla zbłąkanego wędrowca. Nawet kiedyś taki wędrowiec do nas przyszedł! Kiedy moja babcia żyła, na święta zjeżdżała się cała rodzina – wszystkie siostry mojej mamy, kuzyni… Święta spędzaliśmy wtedy u najstarszej siostry mamy w Krakowie. Nasza choinka miała około trzech metrów! Było wesoło i cieszyliśmy się z tych spotkań. Dziś spotykamy się w znacznie węższym gronie, wspominamy babcię i dziadka, których już nie ma. Szanujmy rodzinę i przyjaciół. Pomyślmy, jak bardzo byśmy ich pragnęli, gdyby ich nie było.

Rozmawiała: Katarzyna Jankowska

czwartek, 6 grudnia 2012

Do telewizji poszedł na piechotę



Jeden z najsławniejszych polskich komentatorów sportowych, dziennikarz, a także absolwent szkoły teatralnej. Kiedyś, gdy o niego zapytano, padła odpowiedź: „Wszyscy tutaj są babiarze, tylko jeden od urodzenia”. 



28 listopada Przemysław Babiarz był gościem spotkań z kulturą! Po spotkaniu pan Przemek został otoczony wianuszkiem bezdomnych. Nikt nie został pominięty – każdy mógł przez chwilę porozmawiać z gościem.

Nasi bezdomni podopieczni zostali zasypani masą ciekawych historii i anegdotek o sporcie, pracy komentatora, wpadkach w pracy itp. Pan Przemek zaprezentował nawet sześć łyżwiarskich skoków!
Wszystkich zaskoczyło porównanie świętych do… Sportowców. A przecież oni także dążą do celu, pokonując wiele przeszkód i własnych słabości!



Bezdomni mogli poznać pana Przemka od innej strony – posłuchać o jego życiowej drodze, dowiedzieć się, że to rodzina wysłała go na przesłuchanie do telewizji, a z dworca na ulicę Woronicza dzisiejszy słynny komentator poszedł na piechotę. „Im dłużej się wspólnie przebywa, tym bardziej bariera się zmniejsza. Różnice wynikające z pracy, ze statusu materialnego opadają.” – powiedział gość po spotkaniu.

poniedziałek, 19 listopada 2012

Renowacja – rekolekcje o przebaczeniu

Kiedy żyjemy w czasach pełnych szarości, zatracamy nasz pierwotny blask. Tracimy piękno, które zostało w nas wbudowane. Nasze wnętrze pokrywa popiół zniszczonych relacji i wspomnienia naszej duchowej siły. Teraz jest czas, aby powstać z popiołów i nauczyć się przebaczać. Odkryj prawdę o sobie! Te rekolekcje to czas Renowacji podczas, których będziesz mógł wejść na drogę przebaczenia.




Każdego dnia będziemy celebrować wspólną Eucharystię, natomiast na  katechezach poznamy  etapy przebaczenia. W ciągu dnia będzie czas na owocne i spokojne przeżycie skaramentu pokuty i pojedniania oraz medytację Słowa Bożego i adorację Najświętszego Sakramentu. Poza tym będziemy przeżywać wspólnie nabożeństwo drogi krzyżowej, czy też dzielenie się słowem.


Zapraszamy na pierwsze rekolekcje Golgoty Młodych w dniach:
30 listopad – 2 grudzień (piatek – niedziela)
Rekolekcje odbywają się w Zakroczymiu (30 km od Warszawy)

Ośrodek Apostolstwa Trzeźwości im. Ojca Benignusa Jana Sosnowskiego
Warszawskiej Prowincji Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów
ul. O. Honorata Koźmińskiego 36
05-170 Zakroczym

Prowadzący:  br. Łukasz Pyśk i br. Adam Zwierz.
Zaczynamy w piątek kolacją o 18:00, a kończymy o 12:00 Obiadem
Zabierz ze sobą Pismo Święte i śpiwór. Zapewniamy w ciagu dnia wszystkie posiłki
Opłata: 120 zł.
Ilość miejsc: 50
Przedział wiekowy: 17+
ABY ZAPISAĆ SIĘ NA REKOLEKCJE, ODWIEDŹ STRONĘ GOLGOTY MŁODYCH

http://www.golgotamlodych.pl

środa, 24 października 2012

„Honigstrasse”, czyli portrety bezdomnych


„To tylko dzięki Waszej pomocy, udało się zdać dyplom z tak dobrym wynikiem. Dziękuje wszystkim bezdomnym za zaufanie…” To jedynie część podziękowań, jakie otrzymaliśmy od Nory Reschke, byłej naszej wolontariuszki, która na stałe przebywa w Niemczech.

Nora wiosną gościła na Miodowej, gdzie oprócz wspierania działalności Fundacji, zbierała również materiały do swojej pracy dyplomowej. Jak się domyślacie – obronionej pomyślnie! Owocem jej pobytu i działalności, jest album, który otrzymaliśmy. „Honigstrasse”, to w głównej mierze zbiór zdjęć portretowych osób bezdomnych, skupionych przede wszystkim przy Jadłodajni na Miodowej. – Do tej pory znałam bezdomnych tylko z przelotnych spotkań na ulicy. Dzięki wolontariatowi udało mi się nawiązać kontakt z tymi ludźmi. Bezdomność nie jest głównie problemem ulicy – przyznaje we wstępie do albumu Nora Reschke.

W Galerii prezentujemy jedynie wybrane zdjęcia naszych podopiecznych. Całość albumu, zawierająca także krótkie historie życia bohaterów fotografii, jak również zdjęcia klasztoru Braci Kapucynów „od kuchni”, zobaczyć można w siedzibie Fundacji.

(map) 





Wolność krokami się mierzy czyli „12 Kroków wg Felka alkoholika poznaje Rafał hazardzista”.

Od Syberii po Kalifornię i od Bieszczad po Świnoujście setki tysięcy ludzi, korzystając z programu "12 kroków", uczy się chodzić, myśleć, czuć, po prostu – żyć.

Kompletny degenerat, który rozbił rodzinę, przepił majątek, tonie w długach – tak najczęściej myślimy o osobach, które przychodzą na mityngi. A bywa zupełnie inaczej. Takie spotkania pełne są historii zwykłych, codziennych, w których choroba alkoholowa, narkotykowa, hazardowa, pracoholizm, zakupomania czy cokolwiek innego pojawiało się niepostrzeżenie i chwytało za gardło.

Terapeuci powtarzają: nieważne, jaki jest kolor twojej wysypki, choroba jest jedna: nałogowe regulowanie uczuć. Nasza wola zamiast wolnej, staje się zniewolona. Nasze cele zaczynają diametralnie różnić się od naszych ideałów.

Nareszcie na dnie

Punktem zwrotnym jest osiągnięcie dna. Jednemu wystarczy wyrzucenie ze szkoły, jedynka na maturze albo utrata pracy, by zrozumiał, że brnie w coś bardzo złego, inny musi stracić dom albo rodzinę. Jak długo trzeba być na dnie? Dopóki człowiek nie pozna siebie, nie uzna, że jest bezsilny wobec choroby i że przestał kierować własnym życiem. Program „12 kroków”, który w latach 30-tych XX wieku wykiełkował w głowie alkoholika Billa Wilsona, zaczyna się od ogłoszenia bezsilności.

Wymarzona limuzyna czyli 12 kroków wg Felka

Jeden z najbardziej znanych trzeźwych alkoholików w Polsce, założyciel warszawskich mitingów AA, Felek mówi o programie „12 kroków” jak o pięknej limuzynie o której każdy z nas marzył. „Przychodząc na mitingi dostajesz ową limuzynę wraz z programem. Ale jest w częściach, zapakowanych w 12 skrzyń. Wejście program to mozolne składanie tego super samochodu ale gdy raz się uda będzie nam służyć przez całe życie”. To kuszące ale jak „zrobić” owe kroki. Ta najstarsza i wypróbowana metoda to mitingi AA (Aha czy NA) oraz spotkania ze sponsorem (kimś starszym w trzeźwieniu). Proces może być długi ale owoce są trwałe i inaczej niż w sadzie owocujemy cały rok. Miliony, naprawdę miliony ludzi na całym świecie w więzieniach, w ośrodkach terapeutycznych, w drogich klinikach zaczynają swoją podróż do pełnej wolności. Taką niezwykłą podróż przeżył Felek, od 1979 trzeźwy alkoholik. Urodzony w rodzinie zesłańców w ziemiance w Sowchozie Artiomowiec koło Rostowa nad Donem w 1941 r. Z zamiłowania smakosz podróży, sztuki i poezji (przyjaciel Baczyńskiego i Gałczyńskiego). Jest jednym z prekursorów wspólnoty AA w Polsce, zawodowy malarz i artysta malarz amator, jego hobby to malarstwo olejne, pastelami i akwarelą. Jest dobrym duchem niezliczonych inicjatyw trzeźwościowych w Polsce, m.in. założycielem pierwszego w Polsce mitingu dla nałogowych depresantów. Ten człowiek drobny i pokorny w wyniku spotkania z programem „12 Kroków” stał się duchowym siłaczem, choć ma na koncie trzy wyroki za pobicie milicjantów w słusznie minionych czasach PRL. Jego historia po raz pierwszy została nagrana i wydana na płycie „12 Kroków wg Felka alkoholika poznaje Rafał hazardzista”. To niesamowity dokument i doskonała pomoc dla tych którzy chcą dowiedzieć się czym jest „Program 12 Kroków”.


Kto za tym stoi?

Drugi krok z dwunastu mówi o Sile Wyższej, trzeci o Jej rozumieniu i zawierzeniu. Czym lub Kim jest owa Siła? Czy na pewno chce dla mnie dobrze? Pewnie również z powodu tej kontrowersji w latach 80. minionego wieku w USA powstały warsztaty 12-krokowe dla chrześcijan. Nie dla chrześcijan pijących czy ćpających, ale dla wszystkich, którzy czują bezsilność wobec spraw, zdarzeń, problemów, jakiegokolwiek grzechu.

To był ożywczy impuls. Kolejne kraje – Niemcy, Rosja i Polska – podjęły starania przetłumaczenia zeszytu ćwiczeń do warsztatów „12-krokowych”. I tak, św. Paweł Apostoł, Prorocy, Duch Święty stali się przewodnikami po programie. W Polsce tłumaczeniem podręcznika zajął się ks. prof. Romuald Jaworski. Po tym, jak dwudziestu płockich kapłanów przeszło wraz z nim warsztat „Wreszcie żyć. 12 kroków do pełni życia”, program ruszył w Polskę. Powstały kolejne grupy. Jacek Racięcki, terapeuta uzależnień prowadzący warsztaty w Warszawie u ojców pallotynów, mówi, że te warsztaty zmieniają, budzą do prawdziwego życia. Osoby, które na nie przychodzą, często pragną zmienić nie siebie, a najbliższych, których postrzegają jako chorych. Kroki boleśnie to weryfikują. Ojciec Maksymilian Popow, klaretyn z Krasnojarska, założyciel wspólnot „12-krokowych” w Rosji i tłumacz zeszytów ćwiczeń na rosyjski, zwraca uwagę, że kluczem do rozpoczęcia pracy nad programem jest zobaczenie rzeczy takimi, jakimi są. Obu terapeutów zaprosiłem na spotkanie z „12 krokami” w radiowym studiu. Powstał pierwszy w Polsce audiobook o 12 krokach, oparty na zeszycie ćwiczeń „Wreszcie żyć”. Siedem godzin wędrówki, krok za krokiem, to prawdziwa przygoda dla ludzi z charakterem i niezapomniane przeżycie duchowe.


Zatrzymaj się!

Nie bądź głodny, zły, samotny ani zmęczony, mówi program H.A.L.T., wspomagający trzeźwienie (nazwa od angielskich słów: hungry – ‘głodny’, angry – ‘rozgniewany’, lonely – ‘samotny’, tired – ‘zmęczony’). Ojciec Maksymilian Popow dodaje, że w przypadku nas, chrześcijan, nie chodzi wyłącznie o głód rozumiany jako łaknienie pokarmu, ale także o głód eucharystyczny. Jeśli jesteśmy w stanie łaski uświęcającej, to szatan, który przebiera się za alkohol, narkotyk, pismo pornograficzne czy jednorękiego bandytę będzie śmieszną wydmuszką, strachem na wróble, który nie ma szans w konfrontacji z prawdziwym i odwiecznym Mocarzem. Trzeba zawsze pamiętać, że alkoholizm, hazard, narkomania, jakikolwiek grzech ciężki to choroby śmiertelne. Przekonało się o tym w ciągu wieków wiele milionów ludzi, którzy być może nigdy nie słyszeli o 12 krokach. Ty właśnie o nich usłyszałeś.


Rafał Porzeziński

poniedziałek, 8 października 2012

Sami nie wiemy, co będzie jutro… wywiad z Radkiem Pazurą




·         Jakie nadzieje wiąże Pan ze sprzedażą mydełka… ”Nadzieja”?

Wierzę, że uda się zebrać fundusze na budowę Kapucyńskiego Ośrodka Pomocy. Pomysł uważam za trafiony i chociaż nie zaspokoi on w stu procentach potrzeb finansowych, to pozwoli ruszyć z inwestycją. A ta podparta modlitwą, z pewnością zostanie ukończona szczęśliwie. W myśl słów Ojca Pio, że Matka Boża otwiera nie tylko serca, ale i portfele, liczę na wsparcie ze strony tych, którym leży na sercu los ludzi ubogich i bezdomnych.


·         Na ile Pańska osoba jest w stanie przyciągnąć ludzi chcących pomóc?

Czas pokaże.  Aczkolwiek myślę, że to głównie cel i idea mają przyciągnąć ludzi do tego projektu. Zaangażowałem się, bo uważam, że należy zmienić schemat patrzenia na osoby bezdomne. Ludzie ci, kojarzeni są z marginesem, szeregiem uzależnień. Jednak są to ludzie! Tak samo słabi, jak my. Coś musiało się wydarzyć w ich życiu, że znaleźli się na ulicy.


·         W naszym życiu również wiele się dzieje…

Dlatego nie możemy być obojętni wobec potrzebujących. Sami przecież nie wiemy, co będzie jutro. W tym zabieganym świecie, zatracamy siebie. Swoje wartości, rodzinę, dom. Niejako sami stajemy się bezdomnymi. Mieszkanie służy nam wyłącznie do spania. A Warszawa jest pełna ludzi, których w domu nie ma. Czasami, widzę to sam po sobie. Zatracam się i wówczas szukam złotego środka.


·         I znajduje go Pan?

Tak. W modlitwie. Uczy ona pokory, a w życiu pokora jest bardzo potrzeba. Wręcz nieodzowna. Dlatego jeżeli w ten sposób będziemy patrzeć na dzieło Fundacji Kapucyńskiej, to ze zrozumieniem podejdziemy do całej akcji.   

   
·         Czy w dzisiejszych czasach, naprawdę każda akcja musi być poparta – najlepiej huczną – kampanią reklamową?

Wynika to z tego, jak nakręcają dany temat media. Niestety medialność daje większą siłę przebicia. Osobiście uważam jednak, że nie tędy droga. Można się przecież „przebić” z czymś, co prowadzi do zła. Dlatego trzeba być ostrożnym i czujnym. 

Rozmawiał: Marcin Prażmowski